Urodziłam się w Sylwestra 31 grudnia 1989 roku w Koszalinie. Już od 4 roku życia związana byłam z wyścigami. Najpierw karting zaczęła uprawiać moja starsza siostra Ania, która rozpoczęła swoją karierę w 1994 roku. Ja siłą rzeczy bywałam na zawodach z Anią i moimi rodzicami.
Pamiętam, jak wszyscy patrzyli na mnie - małego brzdąca z długimi warkoczykami, który usiłował coś tam pomóc przy karcie. Ania od 1995 roku startowała w kategorii Młodzik 02 razem z Robertem Kubicą. Robert był wtedy maskotką zawodników, ja z kolei maskotką wszystkich. Byłam najmłodsza na paddocku. Kibicowałam mojej siostrze z całych sił. Ania rozpoczęła wtedy swoją świetną karierę kierowcy kartingowego. Podobnie jak Robert Kubica. Jednak nikt nie podejrzewał wtedy, że jego kariera nabierze takiego tempa. Ja sama znałam Roberta od zawsze. Bywał ze swoimi rodzicami u nas w domu. Z racji tego myślę, że mogę powiedzieć, iż znaliśmy się całkiem dobrze.
Moja siostra Ania, jako pierwsza kobieta w Polsce jeździła z chłopakami "jak równy z równym". Ja powolutku przyzwyczajałam się do karta, prosząc rodziców, aby pozwolili mi jeździć. Oni stanowczo odrzucali ten pomysł. Potem jednak, dla świętego spokoju obiecali, że jak już będę duża to sprawią mi karta. Tak więc następne lata upływały mi na obserwacji wyścigów mojej siostry, która walczyła na torze z plejadą chłopaków.
Prym wtedy wodził Robert Kubica. Miał perfekcyjnie przygotowany sprzęt i korzystał europejskich metod szkolenia, co owocowało sukcesami w Polsce. Mnie wystarczało to, że Ania przewiozła mnie czasem kartem. Jechałam więc siedząc u niej na kolanach i jednocześnie kierowałam.
Wcześniej, spróbowałam samodzielnej jazdy na mini karcie i nawet nieźle mi szło. Jednak przełom nastąpił w 1997 roku. Wtedy tata "na odczepnego" sprawił mi "mojego" karta. Była to przeróbka karta Mach 1 z silnikiem Comer 60. Moc ok 3-4 KM.
Niestety, jak to czasem bywa, życiem rządzi przypadek. Po dwóch miesiącach jazdy okazało się, że silnik uległ awarii, a o części zamienne trudno w naszym kraju. Wtedy to, na moje usilne prośby o umożliwienie mi jazdy ,tata powiedział tak; - Dobrze ,ale jechać możesz tylko "setką" - to potoczna nazwa karta z silnikiem ICA 100 o mocy ok. 30 KM. Ja chyba nieświadoma, zgodziłam się. Nie podejrzewam, żeby ktokolwiek przede mną zaczynał jazdę tak mocny kartem ICA w wieku 8 lat. Pech, a może los tak chciał, że w momencie kiedy byłam na torze zaczął padać deszcz. Najpierw mały, później wręcz ulewa. Tato skrycie cieszył się, że na pewno nie potrafię opanować karta w tak ekstremalnych warunkach. Było to trudne nawet dla doświadczonych kierowców. Wszyscy, którzy znają koszaliński tor na pewno potrafią sobie wyobrazić, jak trudne było to zadanie. Mnie ta sztuka udała się doskonale. Los bywa przewrotny. Wtedy, pierwszy raz w życiu poznałam smak prawdziwej kartingowej jazdy. Było super i zapamiętałam ten moment na zawsze.
Wiedziałam już , że to moje życie. Nie słyszałam wtedy, żeby ktoś jeździł takim kartem w wieku 8 lat. Od tamtegu czasu trenowałam tylko takim sprzętem , wyczynowym kartem ICA 100. Jazda nie pozostała bez echa. Zainteresowała się mną telewizja, stacja RTL 7, poprzedniczka teraźniejszej TVN. Dziennikarką tej stacji, zaczynającą karierę, była Magda Mołek. Ona w programie ZOOM zapowiadała rozpoczynającą karierę Natalię Kowalską. Od 1999 roku startowałam w klasie Kadet 60. Ja - trenująca wyczynowym kartem, musiałam startować w kategorii, gdzie silniki mają 3 KM. Takie były wymogi regulaminowe. Nawet dla mnie nie było odstępstwa.Nie odniosłam spektakularnym sukcesów, bo odnieść ich nie mogłam. Ani ja ani moi rodzice nie przywiązywali do tych startów żadnej wagi. Liczył się trening, trening i jeszcze raz trening. 100-200 okrążeń toru codziennie , minimum 6-8 miesięcy w roku, ale wyczynowym kartem. W 2000 startowałam tylko sporadycznie .
W 2001 roku już na poważnie porzuciłam kategorię Kadet 60,przestawiając się na kategorię ICA Junior 100. Pierwszy start zaliczyłam na torze w Koszalinie podczas rundy Kartingowych Mistrzostw Polski. Na początek zdobyłam pole position, potem zwycięstwo w półfinale i II miejsce w finale. Krzysztof Hołowczyc wręczając mi puchar był po prostu wniebowzięty. Życzył mi samych sukcesów . Następnym startem była runda w Bydgoszczy. Wtedy też przytrafił mi się pierwszy wypadek . Piate miejsce na czasówce, później zły start, próby zbyt szybkie , odrrabiania strat i „dach” na nawrocie. Utrata przytomności, złamany kciuk , złamane dwa żebra.Na torze lekarz który nie wiedział jak się zachować w takim wypadku, a później dziwne badania w szpitalu, które nic nie wykazały. Dopiero dokładne badania w Koszalinie wykazały poważne obrażenia. Miałam 1,5 miesiąca przerwy w startach. Dobrze, że tylko tak się to skończyło.
W następnych zawodach już nie wystartowałam .Okazało się że mam za mało lat. Podobno konkurencja poczuła się zagrożona, a ja już wtedy głośno mówiłam o tytułach. Nie było mi specjalnie smutno. Mój cel był inny. Rok 2001 zakończyłam na testach na torze w Parmie we Włoszech. Miało to być przygotowanie do startów w następnym sezonie. 2002 rok rozpoczął się od testów w teamie KOSMIC. Była to spektakularna porażka. Testy zorganizowane niby profesjonalnie okazały się ogromnym niewypałem. Wyróżniły się tym, że przez cały dzień jeździłam nieustawionym kartem i słabym silnikiem, tylko po to aby usłyszeć, że inny kierowca (tu padało imię i nazwisko kierowcy teamu ) jeździ 2 sek. szybciej. Tata przerwał ten smutny spektakl. Zamówiliśmy w sklepie normalne karty CRG i trzy silniki. To wszystko zaczęliśmy testować w Parmie, przed Pucharem A.Margutti. Okazało się, że nasze testy obserwowane były przez team fabryczny CRG Danillo Rossiego. Wypadły tak znakomicie, że nie tylko dostaliśmy „dziką kartę” na start w Pucharze Margutti ale również on sam zaproponował nam jazdę w swoim teamie. Niestety, rodzice nie zgodzili się. Miałam dopiero 12 lat. Nie żałowałam,jednak, bo ścigać mogłam się równie dobrze w Polsce.
Wtedy w Parmie, jako punkt honoru, wyznaczyłam sobie sprawdzenie potencjału kierowcy teamu Kosmic, tego który jeździł rzekomo 2 sekuny szybciej. Nie pozostawiłam złudzeń, kto jest lepszym kierowcą. Szef Kosmica szybko zaczął się uśmiechać. Myślę, że żałował pochopnej decyzji o złym teście. Przekonana jestem, że nie tylko on ponosił za to winę. Ciągle miałam wrażenie, że kręcą się koło mnie ludzie którym zależy na tym, aby wiodło mi się źle.
W 2002 roku w Polsce startowałam w kategorii Junior 100. Zdobyłam II miejsce i tytuł Wicemistrza Polski. Tytuł wymknął mi się z rąk tylko przez awarię silnika w przedostatniej rundzie. W ostatniej rundzie na torze w Bydgoszczy miałam ponownie pole position z przewagą 0,7 sek.nad kolejnym zawodnikiem. Sezon zakończył się z pewnym niedosytem. Liczyłam na więcej, chociaż awarie sprzętu są wpisane w tą dyscyplinę sportu. W tym roku też ukończyłam Szkołę Podstawową Nr 11 w Koszalinie. Jak zwykle, z wyróżnieniem. Gimnazjum Nr 5, do którego zaczęłam uczęszczać, było nowym wyzwaniem dla mnie. Nie bardzo lubili tam sportowców, a wydaje mi się, że kierowców -dziewczyn medalistek MP w kartingu przede wszystkim. Dałam sobie radę, mimo tarć w pierwszym roku. Później było już fajnie. Mogłam spokojnie zająć się tym co lubię, czyli ściganiem.
2004 rok to znów jakieś regulaminowe zmiany dotyczące sprzętu. To woda na młyn dla tych którzy lubią „grzebać w silnikach”. Zawsze po takim czymś miałam poczucie, że znowu ktoś mnie i innych oszukał. Sezon minął, sklasyfikowana zostałam na V miejscu. Niecierpliwie czekałam na możliwość startów w kategorii Senior.
2004 rok to start w kategorii POPULARNA 100. Kategoria ta była oparta na silnikach chłodzonych powietrzem o pojemności 100cm3 i mocy ok. 30 KM. Na takich silnikach trenowałam od ósmego roku życia. Sezon, wydawało się, że zakończy się pełnym sukcesem, bo miałam zdobyty Puchar PZM, wygraną STREFĘ i niestety pękniętą oś w przedfinale przedostatniej rundy, co pozbawiło mnie tytułu mistrza w tej kategorii.
Miałam nadzieję, że to był ostatni pechowy sezon w mojej karierze.Jakże się myliłam.
2005 rok rozpoczęłam od mocnego uderzenia.Cel postawiłam sobie zacny, postanowiłam spróbować zdobyć dwa tytułu mistrzowskie, w kategorii ICA 100 i ICA 100 Narodowa. Postanowiłam to mimo, że nasz budżet wyścigowy na sezon 2005 był po prostu śmiesznie mały, jak na takie zamierzenia. Mimo to, właściwie już w połowie sezonu cieszyłam się z tytułu Kartingowego Mistrza Polski w kategorii INTERCONTINENTAL 100, którą wygrałam mając 30% więcej punktów, niż drugi zawodnik w klasyfikacji. W kategorii ICA Narodowej zwycięstwo zapewniłam sobie dopiero w ostatniej rundzie, ale nie umniejsza to faktu, że przyszło mi to stosunkowo łatwo. Właściwie, za wyjątkiem jazdy nie fair moich konkurentów w niektórych wyścigach, niczym szczególnym ten sezon nie zapadł mi w pamięci. Dla polskiego kartingu to kilka ważnych faktów: po pierwsze nikt w historii, oprócz mnie, nie wygrał dwóch najszybszych kategorii w jednym sezonie. Po drugie nigdy kobieta nie była mistrzem Polski w klasie międzynarodowej, po trzecie był to ostatni sezon kategorii ICA 100 Narodowej. W związku z tym na pewno mam stałe miejsce po wszech czasy w historii polskiego kartingu i PZM. Ten sezon, po raz pierwszy w mojej karierze, dał mi obraz, z czym trzeba się liczyć, z jakim zachowaniem konkurentów, kiedy chce się wygrywać z mężczyznami w ich flagowych dyscyplinach sportu.
2005 rok to również sukces w szkole .Ukończyłam Gimnazjum z wyróżnieniem i dostałam się do I Liceum Ogólnokształcącego w Koszalinie do klasy o profilu „ ekonomiczno-matematycznym”. To było wówczas 10. liceum w Polsce, zgodnie z rankingiem „Rzeczpospolitej”.
2006 rok to rok spełnienia marzeń. Startowałam jako gość w serii Rotax Max Challenge w Niemczech. Obsługą kartów zajmował się team TOM-TECH. Nieskromnie podam, że jako jedyny zawodnik w historii tej serii zostałam nagrodzona nagrodą finansową przez organizatora. Tam po kilku wyścigach zostałam zauważona przez fachowców i dostałam propozycję testów w Formule Ford. Jazda była fajna, ale chyba to nie to co lubię. Słaba trakcja, mała moc. Ale początek obiecujący. Lechner Racing School dał mi możliwość jazdy formułą Ford i później Formułą BMW. Oba testy odbyły się na nawierzchni suchej i mokrej.
Później nastąpiły testy z Andreasem Zuberem w Penker Racing Team Formułą Renault 2000 na Hungaroringu. Ekstra jazda i ogromne zdziwienie inżynierów przy analizie telemetrii, kiedy okazało się że odcinki toru jadę szybciej od zawodników stale jeżdżących w FR 2,0. Nastepnie testy na torach: Pannoniaring, Lausitz, Hockenheim i innych. Towarzyszyło temu ogromne zainteresowanie mediów, nie tylko polskich. Zachodnie media sportowe, dla których nie byłam anonimowym kierowcą, z ogromną sympatią obserwowały moją karierę w typowo męskim sporcie.
W 2007 roku pojechałam w teamie SL Formula, niemieckim teamie Formuły 2.0. Wszystko szó bardzo dobrze, ale im dalej tym gorzej. Awaria goniła awarię, jazdy coraz mniej. Ten sezon , niestety, nie był udany. Wyniosłam z niego dużo doświadczeń.
Rok 2008 rozpoczęłam od testów w Formule 3 oraz wyjazdem do USA, gdzie wystartowałam w serii Star Mazda. Po krótkim kontrakcie rozpoznawczym otrzymałam propozycję startów w czołowym zespole Andersen Racing. Kontrakt podpisałam na 5 wyścigów. Uważam ,że zrobiłam tam dobry wynik. Klasyfikowałam się w pierwszej dziesiatce wyścigów, co nie było rzeczą łatwą. Amerykanie mnie jednak zapamiętali. Często o mnie mówili komentatorzy czołowego amerykańskiego kanału sportowego SPEED. Z kolei od kilku uniwersytetów otrzymałam propozycje studiów (Amerykanie strasznie cenią sportowców), kiedy dowiedziano się, że w międzyczasie zdałam maturę. Z doświadczeń amerykańskich, zapamiętałam na zawsze, nierówne tory wyścigowe z betonowymi barierami. Na Watkins Glenn , przy prędkości ponad 250km/h , zapoznałam się z ich konstrukcją. Wtedy pęknięty wachacz spowodował moje wypadnięcie z toru. Z tamtego wypadku wyszłam na szczęście bez szwanku.
Po powrocie z USA nastąpiła wyścigowa "posucha". Nie usiadłam w bolidzie wyścigowym również przez cały 2009 rok. Rzuciłam się za to w wir nauki, gdyż zostałam w październiku studentką zarządzania w Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie.Studia są w języku Szekspira, angielskim.
Na początku 2010 roku okazało się, że warto wytrwale dążyć do celu: po testach w Formule 2 stworzony został zespół Cyfra + F2 Racing. Sezon F2 rozpoczął się udanym startem na torze Silverstone w Wielkiej Brytanii.
Pierwsze punkty na torze w Portimao, później kontuzja ręki, która uniemożliwiła normalne startey. Nie chc jednak zawieść sponsora i kibiców i staruję w wyścigach, zmagając się przede wszystkim z przeraźliwym bólem . Nie mogę przeprowadzić już żadnych posezonowych testów.
Rok 2011 to operacja i rehabilitacja trwająca 3 miesiące .Jest szansa na pełne wyzdrowienie. Czy wszystko się uda? Przekonana jestem, że tak .
W kwietniu wsiadam do auta jeszcze z niezagojoną ręką. Jestem w trakcie rehabilitacji. Testy są właściwie końcem rehabilitacji, dla mnie bez przygotowania.
Sezon F2, jak zwykle zaczyna się w Silverstone. Dla mnie to pechowy poczatek, awaria goni awarię. Defekty na czasówce, w pierwszym wyścigu i nieustawione auto nw drugim. To kiepska inauguracja. Nie mogę wykorzystać ani swoich umiejętności, ani potencjału. To nie przeszkadza mi jednak w dążeniu do mojego celu, F1.